Góralskie wesele

W czerwcowy dzień w Małym Cichym odbyła się huczna impreza Moniki i Michała…

Obalamy mity

25 czerwca upłynął pod hasłem „czasem słońce, czasem deszcz, a czasem…grad” Michał martwił się, czy Monice nie będzie za zimno w zwiewnym szalu, a my (dosłownie i w przenośni) zacieraliśmy ręce na myśl o klimatycznych beauty shotach krajobrazów. Z Krakowa wyjechaliśmy bladym świtem, żeby nakręcić kilka ujęć timelapse i pokazać piękno Podhala. Opadające mgły, pędzące chmury i hulający w dolinach wiatr  przeniosły nas do prawdziwie baśniowej scenerii. Podczas przygotowań Moniki uspokoiliśmy ją, że panuje przekonanie, iż najlepsze ujęcia foto i filmowe robi się w pełnym słońcu przy ostrym świetle – nic bardziej błędnego! Filmowcy wiedzą, że z reguły należy takich sytuacji unikać. Pasjami stosują filtry zmiękczające światło. Na szczęście my dostaliśmy w prezencie aurę, przy której mówiąc wprost wygląda się najkorzystniej – cera wydaje się gładka, promienna i świeża. Chociaż śliczna Monika świetnie wyglądałaby zapewne i w ostrym słońcu i podczas burzy.

Toskania w sercu Tatr

Następnie udaliśmy się na kolejną turę przygotowań do Villi Toscana w Murzasichlu. Przez chwilę zastanawialiśmy się, co filmować – piękno zaśnieżonych Tatr tuż za oknami, czy wytworne i klimatyczne wnętrza Villi. Szkoda, że mieliśmy tak mało czasu…Monika czasem wychodziła na taras wyglądać Michała i delektować się pięknem tatrzańskiego widoku. Chyba zakochała się w tym miejscu. My tam na pewno wrócimy odpocząć po sezonie.

Śledziliśmy poczynania Panny Młodej, ale tylko do pewnego stopnia. Podczas zakładania sukni obecne były oczywiście wyłącznie druhny, a my zarejestrowaliśmy dopinanie na ostatni guzik…

Kiedy w asyście góralskiej orkiestry przybył Michał z Rodzicami, w pięknych wnętrzach apartamentu odbyło się wzruszające błogosławieństwo.

Pojechaliśmy do kościoła, ale wiedzieliśmy, że jeszcze przed północą tam wrócimy na wieczorną sesję…

Mały wielki kościółek

Para młoda od dawana wiedziała, jak niepowtarzalny klimat mają maleńkie górskie kościoły. Zdecydowali się na najważniejszą w życiu przysięgę w kościele Dominikanów w Małym Cichym. Właściwie więcej nie musimy pisać – każdy z pewnością już czuje zapach drewna i słyszy deszcz tętniący w rynnach podczas wyjątkowo nastrojowej ceremonii…

Do kościółka wróciliśmy jeszcze następnego dnia, żeby nikomu nie przeszkadzając dograć detale i puste wnętrze.

Górale potrafią się bawić!

Tuż po ślubie udaliśmy się (na czele korowodu aut) do pobliskiej karczmy Tatrzański Bór. Kolejny raz pogoda spłatała nam figla. Gdy wychodziliśmy z kościoła padał grad, a dosłownie za kilka minut przywitało nas słońce. Przez całą biesiadę wypatrywaliśmy ciekawych momentów filmując raz w czasie rzeczywistym, a raz w zwolnieniu – jedną klatkę na sekundę. Chyba najlepiej wyszedł ten efekt podczas biegu druhen i Moniki. Ciekawe ujęcia timelapse udało nam się zarejestrować podczas grilla. Znów zaczął wiać wiatr, gonić nocne chmury i wysoko nieść iskry z gigantycznego ogniska przy którym stali goście.

Planowo mieliśmy zostać do 1 w nocy, jednak atmosfera była tak miła, że postanowiliśmy filmować do 3. Podczas tańców delikatnie zadymiliśmy salę tworząc lepszy klimat do tańca oraz do ciekawszych ujęć. Pani Elżbieta – menager Karczmy sprawowała nad wszystkim pieczę pilnując, alby nie włączył się system przeciwpożarowy. Podczas tańców używaliśmy steadycamu – operator może wówczas nawet biegać, i kręcić się w kółko, lub wokół tańczącej pary, a obraz z kamery, którą ma na specjalnej uprzęży pozostaje w płynnej jeździe – nie jest szarpany. Takiego rodzaju sprzętu używa się np. podczas koncertów kiedy operator biega po scenie.

Sesja buduarowa

Podczas szalonej zabawy gości udało nam się ukradkiem wyjść z Młoda Parą i z fotografem Mateuszem Wojtoniem by ponownie odwiedzić Villę Toscana. Obsługa przygotowała nam na sesję niespodziankę– świece, płatki róż i mnóstwo pachnących kwiatów – mają w tym wprawę – często goszczą narzeczonych oraz nowożeńców. My troszeczkę zadymiliśmy i nie trzeba było namawiać Michała do okazywania czułości Monice…Mamy bardzo elegancki materiał z nutką erotyzmu. Ponoć aktorzy wcale się nie stresowali, o co bardzo się staraliśmy.

Sesja trwała bardzo krótko, bo w Karczmie czekał już tort z fajerwerkami oraz kolejne smakowitości.

Mamy nadzieję, że wszystkie pary, które przyjdzie nam poznać będą tak wyśmienicie się bawić na własnym weselu, jak Monika i Michał, z którymi na pewno pozostaniemy w kontakcie.